Newslettery, które sprzedają – strategia tygodniowa krok po kroku
Wiesz, że newsletter może być jednym z najlepiej konwertujących narzędzi w Twoim biznesie, a mimo to Twoje kampanie nie przynoszą wyników, jakich się spodziewasz? Spokojnie — to nie znaczy, że e-mail marketing nie działa. To znaczy, że działa bez strategii. A strategia to nie „wysyłam, jak mam czas”, tylko zaplanowany proces, który prowadzi odbiorcę od zainteresowania do zakupu.
Najczęstsze błędy w planowaniu kampanii e-mail
Najczęściej zaczyna się od braku planu. Firmy wysyłają maile wtedy, gdy „trzeba coś sprzedać” – a potem dziwią się, że nikt nie klika.
Oto kilka klasyków, które widzę najczęściej:
- Brak regularności – odbiorcy nie wiedzą, czego się spodziewać, więc przestają otwierać wiadomości.
- Zbyt duży nacisk na sprzedaż – zamiast relacji, pojawia się nachalność.
- Brak spójności komunikacji – każdy mail brzmi inaczej, więc marka traci wiarygodność.
- Zero analizy danych – open rate spada, CTR stoi w miejscu, ale nikt nie szuka przyczyny.
- Wysyłanie do wszystkich – bez segmentacji, bez personalizacji, czyli w praktyce: „do nikogo”.
Jeśli Twoje maile trafiają do spamu, mają CTR poniżej 2% albo współczynnik wypisów rośnie – to nie kwestia szczęścia. To sygnał, że potrzebujesz strategii, a nie kolejnego „ładnego maila”.
Mit „jednego maila sprzedażowego”
To jedno z największych nieporozumień w e-mail marketingu.
Nie da się „sprzedać jednym mailem” – szczególnie jeśli wcześniej nie zbudowano relacji. Ludzie kupują wtedy, gdy czują zaufanie, rozumieją wartość oferty i widzą, że rozwiązujesz ich konkretny problem. A to wymaga ciągłej, przemyślanej komunikacji.
W praktyce:
– jeden mail może przyciągnąć uwagę,
– drugi buduje kontekst,
– trzeci rozwiewa wątpliwości,
– czwarty zamyka sprzedaż.
Dlatego kampania e-mailowa to proces, nie impuls. A strategia tygodniowa pozwala ten proces uporządkować – bez chaosu, przypadkowości i spamowania.
Dlaczego strategia tygodniowa działa lepiej niż okazjonalne wysyłki?
Po pierwsze: rytuał.
Gdy odbiorcy wiedzą, że np. w środę rano przychodzi Twój newsletter, budujesz przewidywalność. To jak ulubiony podcast – po kilku tygodniach subskrybenci zaczynają na niego czekać.
Po drugie: równowaga.
Strategia tygodniowa pozwala łączyć treści sprzedażowe, edukacyjne i relacyjne. Dzięki temu nie musisz wybierać między „daj wartość” a „sprzedaj”. Możesz robić jedno i drugie – tylko w odpowiednich proporcjach.
Po trzecie: dane.
Regularność oznacza większą ilość danych do analizy: CTR, open rate, kliknięcia w konkretne sekcje. To paliwo, na którym możesz budować segmentację i automatyzacje. A gdy wiesz, kto reaguje, możesz wysyłać newslettery, które naprawdę sprzedają, a nie tylko „przypominają, że istniejesz”.
Strategia newsletterowa, która sprzedaje – krok po kroku
Nie da się zbudować sprzedaży z newslettera, jeśli traktujesz go jak „przypominajkę o istnieniu marki”. Newslettery, które sprzedają, to efekt konsekwentnej, rytmicznej komunikacji. Strategia tygodniowa pozwala Ci połączyć wartość, emocje i sprzedaż w logiczny, powtarzalny cykl, który odbiorcy zaczynają kojarzyć z Twoją marką.
Nie chodzi o to, żeby wysyłać codziennie. Chodzi o to, żeby każdy newsletter miał swoje zadanie — od rozgrzania relacji po finalne „kliknij, kup”.
Dzień 1 – Buduj relację, nie sprzedawaj
Zaczynamy od najważniejszego: zaufania.
To nie jest mail o produkcie. To jest mail o Tobie, o Twojej marce, o wartościach, które stoją za tym, co robisz. W poniedziałek (lub pierwszy dzień Twojego cyklu) skup się na relacji. Pokaż, że po drugiej stronie też jest człowiek. Napisz o tym, co Cię inspiruje, co zauważyłaś w rozmowie z klientem, jak wyglądało Twoje „aha moment” w pracy nad produktem.
💡 Przykład:
Temat: „Co wspólnego ma mój pies i Twój newsletter?”
W treści: krótka anegdota o codzienności → lekcja o cierpliwości w budowaniu relacji z odbiorcami → delikatny link do wpisu blogowego lub darmowego materiału.
Ten newsletter ma rozgrzać listę. Zero CTA w stylu „kup teraz”. Jedynym celem jest utrwalenie więzi i przypomnienie: „hej, jestem tu, tworzę dla Ciebie coś wartościowego”.
Dzień 3 – Edukuj, inspiruj, pokazuj kulisy
Środa (albo dzień 3) to moment, w którym Twoi subskrybenci są już po poniedziałkowym „ciepłym” mailu i gotowi na więcej konkretów.
Tu wchodzi w grę wartość merytoryczna — to, co pokazuje Cię jako eksperta.
Możesz:
- odpowiedzieć na pytanie, które często dostajesz,
- podzielić się mini-case study,
- zdradzić trik, który ułatwia życie Twoim klientom,
- pokazać behind the scenes — jak powstaje Twój produkt, jak planujesz kampanie, co testujesz.
💡 Przykład:
Temat: „Co się stanie, gdy przestaniesz pisać o sobie?”
Treść: mini analiza błędu w komunikacji → praktyczne tipy → zaproszenie do wdrożenia w życie.
Ten typ newslettera edukuje, ale nie przytłacza. Odbiorca ma wyjść z poczuciem: „znowu nauczyłam się czegoś od niej”.
To właśnie ten moment, w którym zaczynasz budować autorytet — i przygotowujesz grunt pod sprzedaż.
Dzień 5 – Sprzedaj mądrze: oferta z kontekstem
Piątek (dzień 5) to Twój dzień sprzedaży, ale z głową.
Nie piszesz: „Hej, kup”. Piszesz: „Hej, pamiętasz, jak mówiłam o problemie X? Zobacz, mam rozwiązanie”.
Sprzedażowy newsletter nie może być oderwany od reszty komunikacji. Odbiorca musi czuć, że to naturalna kontynuacja wcześniejszej rozmowy.
W tym mailu:
- przypominasz, o czym mówiłaś wcześniej,
- łączysz problem z produktem,
- dodajesz społeczny dowód słuszności (opinia, wynik, liczba klientów),
- kończysz jasnym, ale eleganckim CTA.
💡 Przykład:
Temat: „Zobacz, jak Asia zwiększyła sprzedaż o 38% po trzech mailach”
Treść: mini case → 2 akapity kontekstu → CTA do zakupu lub konsultacji.
Nie musisz obawiać się sprzedaży. Ludzie chcą kupować — tylko potrzebują powodu. Dobrze zaprojektowany piątkowy newsletter daje im ten powód, bo łączy emocje, dane i rozwiązanie.
Dzień 7 – Analiza, testy i segmentacja
Niedziela (albo koniec cyklu) to moment na oddech… i analizę.
Tu nie wysyłasz maila do odbiorców — wysyłasz maila do siebie.
To moment, w którym zadajesz pytania:
- Który mail miał najwyższy CTR?
- Gdzie ludzie klikali najczęściej?
- Ilu subskrybentów zrezygnowało i dlaczego?
Dzięki tym odpowiedziom możesz wyciągnąć wnioski i ulepszyć kolejną sekwencję.
W MailerLite (czy dowolnym systemie) możesz:
- sprawdzić raport kampanii,
- stworzyć segment „aktywni w tym tygodniu”,
- przygotować automatyzację typu win-back dla nieaktywnych.
💡 PROTip:
Jeśli CTR spada — sprawdź, czy Twoje CTA są czytelne i jednoznaczne.
Jeśli open rate leci w dół — popracuj nad tematami maili.
Jeśli przybywa wypisów — wróć do proporcji: 60% wartość, 30% inspiracja, 10% sprzedaż.
Strategia tygodniowa w praktyce
To prosty, ale skuteczny rytm:
Relacja → Edukacja → Sprzedaż → Analiza.
Taki układ pozwala Ci zachować spójność i rytm, a odbiorcy czują, że uczestniczą w procesie, a nie są „atakowani promocją”.
Po kilku tygodniach Twoja lista zaczyna się uczyć Twojego tempa, a newsletter staje się czymś, na co czeka się z ciekawością, nie z przymusu.
I właśnie wtedy dzieje się magia: sprzedaż przestaje być celem, a staje się naturalnym efektem dobrze prowadzonej komunikacji.
Jakie treści warto łączyć w tygodniowym newsletterze?
Strategia tygodniowa to nie tylko rytm. To świadomy dobór treści, które razem budują historię Twojej marki i prowadzą odbiorcę do zakupu – bez poczucia nachalności.
Nie chodzi o to, żeby pisać „częściej”. Chodzi o to, żeby pisać mądrzej: z wyczuciem proporcji, tonem, który angażuje, i strukturą, która sprzedaje, zanim padnie słowo „promocja”.
60% wartości, 30% inspiracji, 10% sprzedaży – złota proporcja
Zacznijmy od najprostszej (i najczęściej łamanej) zasady. Twój newsletter to nie gazetka reklamowa, tylko kanał budowania relacji.
Złota proporcja 60/30/10 pozwala zachować równowagę między wartością, inspiracją a sprzedażą.
- 60% wartości – edukacja, case studies, mini-lekcje, Twoje doświadczenia z klientami, rozwiązania konkretnych problemów. To treści, które pokazują, że wiesz, o czym mówisz. Przykład: „3 powody, przez które Twój Black Friday nie przyniósł efektów – i jak to naprawić.”
- 30% inspiracji – kulisy, obserwacje z życia, historie z Twojej branży. Coś, co daje energię i pozwala odbiorcy się z Tobą utożsamić. Przykład: „Dlaczego największe pomysły rodzą się w kolejce po kawę?”
- 10% sprzedaży – oferta, rabat, konsultacja, warsztat. Ale tylko wtedy, gdy wynika z wcześniejszej narracji. Przykład: „W ostatnim newsletterze pisałam o błędach w automatyzacjach. Jeśli chcesz zobaczyć, jak poprawić je u siebie – zapisz się na szkolenie.”
To proporcja, która sprawia, że każdy newsletter ma sens.
Nie musisz za każdym razem sprzedawać – wystarczy, że konsekwentnie utrzymujesz uwagę. Bo jeśli Twoje maile uczą, inspirują i rozbawiają – to sprzedaż przyjdzie naturalnie.
Storytelling i mikroopowieści – sekret zaangażowania
Nie ma skutecznego newslettera bez historii.
Storytelling to nie moda – to psychologiczny fundament skutecznej komunikacji. Ludzie nie zapamiętują faktów. Zapamiętują emocje i obrazy, które te fakty wywołują.
Każdy mail, niezależnie od tematu, możesz oprzeć na mikroopowieści:
- o błędzie, który popełnił klient (i jak go naprawił),
- o Twoim potknięciu, które skończyło się lekcją,
- o ciekawym spostrzeżeniu z codziennej pracy,
- o kliencie, który po miesiącu napisał: „Klaudia, działa!”
💡 Dlaczego to działa:
Opowieści aktywują emocje – a emocje napędzają decyzje zakupowe. Kiedy ktoś czyta Twojego maila i myśli: „O rany, miałam dokładnie tak samo!”, to już jest pierwszy krok do sprzedaży. Nie bój się używać humoru, luzu, nawet autoironii. Twoje maile nie muszą być idealne. Mają być Twoje. Autentyczność bije „profesjonalny ton” na głowę.
Pro tip: Zacznij każdy newsletter od mikrohistorii (3–5 zdań), a dopiero potem przejdź do meritum. Wskaźniki otwarć i CTR wzrosną, bo odbiorca czuje, że czyta człowieka, nie markę.
CTA, które nie brzmią jak reklama
Wezwanie do działania (CTA) to najbardziej niedoceniany element newslettera.
Zbyt często brzmi sztucznie:
👉 „Kup teraz!”
👉 „Zapisz się już dziś!”
👉 „Nie przegap okazji!”
Problem w tym, że większość ludzi widziała to tysiące razy. I ich mózg automatycznie filtruje takie komunikaty jako reklamę. Dlatego klucz tkwi w języku kontekstu, nie nakazu.
Oto kilka sposobów na CTA, które działa, ale nie krzyczy:
- „Zobacz, jak możesz zrobić to samo u siebie.”
- „Sprawdź, jak wygląda to w praktyce.”
- „Zajrzyj tutaj, jeśli też masz dość pisania maili, których nikt nie czyta.”
- „Kliknij, jeśli chcesz dostać gotowy schemat do wdrożenia.”
Zauważ różnicę — tu nie ma presji, jest obietnica wartości.
CTA nie zamyka komunikacji, tylko ją kontynuuje.
Dobrze zaprojektowane wezwanie do działania to nie „reklama na końcu maila”, tylko naturalne domknięcie historii, w której rozwiązaniem problemu jest Twój produkt lub usługa.
Łączenie treści w praktyce
Twój newsletter nie musi wyglądać jak magazyn branżowy.
Wystarczy, że w jednym tygodniu odbiorca:
- przeczyta o błędzie, który popełnia wielu (wartość),
- uśmiechnie się przy Twojej historii (inspiracja),
- i dostanie rozwiązanie (sprzedaż).
Ten schemat sprawia, że Twój newsletter staje się częścią życia Twoich odbiorców, a nie kolejnym mailem do „późniejszego przeczytania”. Kiedy dasz im wartość, zainspirujesz i dopiero na końcu zaprosisz do działania — nie musisz przekonywać. Oni sami chcą sprawdzić, co masz dalej.
💡 Pro tip: Nie bój się testować różnych proporcji i formatów.
W niektórych branżach edukacja będzie stanowić 80%, w innych storytelling zrobi całą robotę. Najważniejsze, by każda wiadomość była spójna z Twoim celem i brzmiała jak Ty.
Jak mierzyć skuteczność newsletterów, które sprzedają?
Twój newsletter może wyglądać świetnie, mieć idealny tytuł i przepiękne grafiki (co też jest ważne), ale dopiero liczby pokażą, czy naprawdę działa.
E-mail marketing to nie magia, tylko matematyka z emocjami w tle. Jeśli nie analizujesz wyników, to tak, jakbyś prowadziła samochód z zasłoniętym licznikiem. Jedziesz, ale nie wiesz dokąd, z jaką prędkością i czy przypadkiem nie kończy Ci się paliwo.
Dlatego skuteczny newsletter to nie tylko dobrze napisany tekst. To ciągła analiza, optymalizacja i reagowanie na dane.
Najważniejsze wskaźniki (open rate, CTR, konwersja, unsubscribe)
Nie musisz znać wszystkich metryk. Ale te cztery to Twoje święte cztery filary:
- Open rate (wskaźnik otwarć) Pokazuje, ilu subskrybentów faktycznie otworzyło Twojego maila. Dobry wynik to 25–40%, ale pamiętaj, że od czasu wprowadzenia ochrony prywatności (np. w Apple Mail) dane mogą być zaburzone. Dlatego nie skupiaj się tylko na liczbie otwarć – patrz na trendy. Jeśli przez kilka kampanii z rzędu widzisz spadek, to sygnał, że tematy maili przestały ciekawić odbiorców lub lista jest za szeroka.
- CTR (click-through rate) Mówiąc prościej: ilu ludzi kliknęło w linki w Twoim mailu. Tu zaczyna się prawdziwa zabawa – CTR mówi Ci, czy treść faktycznie angażuje. Dobre wyniki: 3–10% (zależnie od branży). Jeśli masz 40% otwarć, ale tylko 0,5% kliknięć – to znaczy, że obietnica z tematu maila nie miała pokrycia w treści.
- Konwersja To liczba osób, które wykonały to konkretne działanie, którego chciałaś – kupiły produkt, zapisały się na warsztat, pobrały plik. W MailerLite możesz połączyć kampanię z e-commerce, by sprawdzić, ile złotówek przyniósł dany newsletter. Średnio w branży B2C konwersja z maila waha się od 1 do 5%. Ale to nie liczba decyduje – tylko trend. Jeśli co miesiąc rośnie, jesteś na dobrej drodze.
- Unsubscribe rate (wypisy) Każdy maile powoduje kilka wypisów. To normalne. Ale jeśli co kampanię tracisz więcej niż 0,5–1% subskrybentów, coś jest nie tak. Najczęstsze przyczyny: zbyt częste wysyłki, brak wartości lub zbyt agresywna sprzedaż.
💡 Pro tip: Zrób prostą tabelę i zapisuj wyniki po każdej kampanii. Po kilku tygodniach zobaczysz wzory, a wzory to najlepszy kompas w email marketingu.
Co oznacza dobra konwersja?
Nie ma jednej „magicznej liczby”. Dobra konwersja to taka, która rośnie z miesiąca na miesiąc i utrzymuje się stabilnie w czasie.
Warto jednak znać kilka punktów odniesienia:
- newsletter z treściami edukacyjnymi – 1–2% konwersji,
- kampanie produktowe (np. kursy, warsztaty) – 3–7%,
- kampanie flash-sale lub Black Friday – nawet 10–12%.
Ale najważniejsze jest to, skąd ta konwersja się bierze. Nie zawsze wynika z jednego maila — często jest efektem całej sekwencji:
mail z wartością → przypomnienie → FAQ → case study → finalny CTA.
To dlatego dobra strategia newsletterowa przypomina rozmowę, a nie ogłoszenie. Każdy mail dokłada cegiełkę do decyzji zakupowej.
💬 Przykład z życia:
Jedna z moich klientek po wdrożeniu tygodniowej strategii zauważyła, że ponad 60% sprzedaży pochodziło… z drugiego przypomnienia. Bo dopiero tam klientka rozwiała ostatnie wątpliwości i dodała jeden prosty akapit: „Jeśli nie wiesz, czy to dla Ciebie – odpisz na tego maila, pomogę Ci zdecydować.”
Takie małe rzeczy robią ogromną różnicę.
Jak reagować, gdy spadają wyniki
Pierwszy odruch? Panika. Drugi? Szukanie nowego systemu do mailingu. Tymczasem większość problemów ma proste przyczyny – i jeszcze prostsze rozwiązania.
1. Spada open rate
➡ Diagnoza: tematy maili stały się przewidywalne lub zbyt „klikbaitowe”.
➡ Rozwiązanie: testuj inne formaty – pytania, dane liczbowe, historie.
💡 Przykład: zamiast „Jak zwiększyć sprzedaż newsletterem” napisz: „Co wspólnego mają dobre newslettery i pierwsze randki?”
2. CTR leci w dół
➡ Diagnoza: treść nie zachęca do kliknięcia, za dużo tekstu, za mało konkretnych CTA.
➡ Rozwiązanie: dodaj więcej linków w środku maila (nie tylko na końcu), przetestuj inny kolor lub styl przycisku, napisz CTA w formie ciekawości: „Zobacz, jak to wygląda na żywo”.
3. Konwersja spada
➡ Diagnoza: oferta nie jest wystarczająco atrakcyjna lub zbyt często się powtarza.
➡ Rozwiązanie: stwórz inny kontekst — zamiast rabatu daj bonus, zamiast promocji opowiedz historię klienta, który skorzystał.
4. Rośnie liczba wypisów
➡ Diagnoza: zbyt duża częstotliwość lub brak dopasowania treści do segmentów.
➡ Rozwiązanie: wprowadź segmentację behawioralną — osobno komunikuj się z nowymi subskrybentami, aktywnymi i tymi, którzy nie otwierali maili od 3 miesięcy.
💡 Ekspercka rada:
Nie reaguj emocjonalnie na pojedyncze spadki. Patrz w ujęciu 4–6 tygodni. Każdy newsletter to test. A każdy test to dane. A dane to Twoja mapa do większej sprzedaży.
FAQ – najczęstsze pytania o strategię newsletterową
Nie ma dwóch takich samych newsletterów, ale są pytania, które słyszę w kółko. I dobrze — bo to znaczy, że coraz więcej osób naprawdę chce zrozumieć, jak działa skuteczna komunikacja mailowa.
Oto najczęstsze wątpliwości, które przewijają się w rozmowach, warsztatach i konsultacjach — wraz z moimi szczerymi (i czasem brutalnie prostymi) odpowiedziami.
Jak często wysyłać newsletter, by nie zniechęcić odbiorców?
Zacznijmy od tego, że to nie częstotliwość zabija relację, tylko brak wartości. Możesz wysyłać maila nawet codziennie — jeśli każdy z nich coś wnosi. Ale możesz też stracić subskrybentów po jednym, jeśli brzmi jak reklama z folderu „Promocje”.
👉 Złoty środek? Raz w tygodniu.
To rytm, który pozwala Ci być obecnym, ale nie natrętnym. Raz w tygodniu to tyle, by odbiorcy Cię nie zapomnieli, ale też nie mieli wrażenia, że spamujesz.
💡 Jeśli dopiero zaczynasz – wybierz jeden, stały dzień.
Np. poniedziałek o 10:00. Odbiorcy szybko się przyzwyczają, a algorytmy pocztowe to pokochają.
Ile maili sprzedażowych to „za dużo”?
Nie ma liczby. Jest proporcja. Jeśli 9 z 10 maili to czysta sprzedaż — za dużo. Jeśli co trzeci mail subtelnie zaprasza do oferty, a reszta edukuje i inspiruje — jesteś w punkt.
Sprzedaż nie męczy, jeśli wynika z kontekstu.
Odbiorcy przestają reagować nie dlatego, że im „za często sprzedajesz”, tylko dlatego, że nie rozumieją, dlaczego mieliby kupić.
💡 Moje zasady:
„Nie pisz, że coś jest w promocji. Pokaż, dlaczego warto to mieć.”
Czyli: zamiast „Zniżka 20% na warsztaty”, napisz:
„Po tym warsztacie przestaniesz wysyłać maile w ciemno — zobacz, jak to zrobić.”
Czy automatyzacje psują autentyczność komunikacji?
Tylko jeśli są źle zrobione. Automatyzacja to nie robot, który mówi do ludzi, tylko system, który pozwala Ci mówić do właściwych osób we właściwym momencie. Autentyczność nie znika, jeśli tekst w automatyzacji brzmi jak Ty. To dalej Twój głos, tylko zaplanowany wcześniej.
Największy błąd? Tworzenie sztywnych, bezosobowych sekwencji.
Zamiast tego pisz tak, jakbyś pisała dziś — nawet jeśli mail pójdzie za miesiąc.
💡 Przykład:
Zamiast „Dziękujemy za zapis, Twój plik znajduje się poniżej” napisz „Hej! Właśnie wpadł Ci do skrzynki plik, który pomoże Ci poukładać newsletter raz na zawsze. Otwórz, zanim ucieknie Ci zapał 😉”
Automatyzacje nie psują autentyczności. One ją utrwalają — pod warunkiem, że piszesz jak człowiek, nie jak instrukcja obsługi czajnika.
Co robić, jeśli lista nie rośnie mimo regularnych wysyłek?
Sama regularność nie wystarczy. Jeśli ludzie nie zapisują się na newsletter, to znak, że nie wiedzą, po co mieliby to robić.
Sprawdź trzy rzeczy:
- Czy lead magnet (lub komunikat zapisu) naprawdę rozwiązuje problem, który odbiorca aktualnie ma? – „Zapisz się na newsletter” nie działa. – „Dowiedz się, jak Twoje maile mogą sprzedawać, nawet gdy śpisz” — już tak.
- Czy pokazujesz newsletter w widocznych miejscach (strona główna, blog, stopka, popup)?
- Czy przypominasz o nim w social mediach? Nie raz, tylko regularnie.
💡 Pro tip: Jeśli chcesz, żeby ludzie się zapisywali — nie proś o zapis, tylko pokaż, co tracą, gdy tego nie zrobią.
Jak długo testować strategię, zanim ocenię wyniki?
Minimum 6–8 tygodni. To tyle, ile potrzeba, żeby zobaczyć trend i dać algorytmom (oraz odbiorcom) czas na adaptację.
Zbyt szybka ocena to klasyka:
➡ „Wysłałam dwa maile i nikt nie kupił, to nie działa.”
Nie, po prostu nie dałaś im szansy się oswoić. Newsletter to relacja, nie sprint. Pierwsze maile budują zaufanie, kolejne edukują, a dopiero potem przychodzi moment zakupu.
💬 Porównanie, które lubię:
Nie zaręczasz się po pierwszej kawie, prawda? Więc nie oczekuj, że po pierwszym newsletterze ktoś kupi Twój kurs.
💡 Pro tip:
Co miesiąc sprawdzaj trzy rzeczy:
- open rate (czy tematy są ciekawe),
- CTR (czy treść angażuje),
- konwersję (czy ludzie klikają i kupują). Dopiero po kwartale widać, co faktycznie działa — a co wymaga korekty.
Zbuduj strategię, która sprzedaje – z moją pomocą
Kiedy Dorota przyszła na szkolenie, miała wszystko, co potrzebne do sukcesu: świetny produkt, wiedzę i determinację. Ale jej newsletter przypominał puzzle z różnych zestawów — każdy element niby dobry, ale żaden do końca nie pasował. Treści były wartościowe, ale przypadkowe. Raz edukacja, raz historia, raz sprzedaż. Brakowało planu, który połączyłby to wszystko w spójną całość.
Podczas szkolenia zaczęłyśmy od prostych rzeczy:
👉 przeanalizowałyśmy jej dotychczasowe kampanie,
👉 doprecyzowałyśmy strategię komunikacji i sprzedaży,
👉 określiłyśmy, dla kogo naprawdę pisze i czego jej klienci potrzebują od newslettera,
👉 opracowałyśmy konkretny system działań i harmonogram wysyłek,
👉 dodałyśmy elementy storytellingu, które budują emocjonalny kontakt.
Dorota opowiadała później tak:
„Już po pierwszych minutach konsultacji wiedziałam, że mam do czynienia z ekspertką, która nie tylko rozumie mój biznes, ale potrafi błyskawicznie wskazać, co można poprawić i jak to zrobić. Klaudia nie marnuje czasu na ogólniki — każde jej pytanie i wskazówka były trafione w punkt. Przeanalizowałyśmy strategię sprzedażową i określiłyśmy konkretne działania, które natychmiast wdrożę. Skupiłyśmy się na optymalizacji treści marketingowych i strategii na Instagramie – wszystko po to, by zwiększyć zasięgi i sprzedaż. Po tej konsultacji czuję nie tylko ogromną motywację do działania, ale przede wszystkim – mam jasny, konkretny plan i wiem, co robić, aby osiągnąć jeszcze lepsze wyniki.”
I rzeczywiście – po wdrożeniu zmian wyniki nie kazały na siebie czekać:
📈 open rate wzrósł o 42%,
📊 CTR potroił się,
💰 sprzedaż z kampanii wzrosła ponad trzykrotnie.
Ale najważniejsze nie były liczby. Najważniejsze było to, że Dorota zaczęła pisać z lekkością i pewnością, że każda wiadomość ma sens. To właśnie różnica między „wysyłaniem maili” a strategicznym e-mail marketingiem.
I dokładnie tego uczę podczas moich szkoleń indywidualnych z e-mail marketingu.
Nie po to, żebyś dostała ładne szablony, ale po to, żebyś zrozumiała, jak działa strategia, która naprawdę sprzedaje.
Podczas szkolenia:
✅ wyjaśnię Ci krok po kroku, jak poukładać komunikację,
✅ pomogę Ci stworzyć tygodniowy plan newsletterów dopasowany do Twojego biznesu,
✅ pokażę, jak pisać maile, które odbiorcy otwierają, czytają i klikają,
✅ nauczę Cię analizować wyniki i stale poprawiać skuteczność kampanii.
📅 Zarezerwuj szkolenie i zacznij zarabiać na newsletterach, które sprzedają.
➡ Kliknij, by wstępnie zarezerwować termin
➡ Wybierz poziom i termin, który Ci pasuje.
➡ A ja pomogę Ci poukładać e-mail marketing tak, żeby działał – systemowo, spokojnie i z realnym efektem finansowym.
Bo dobrze prowadzony newsletter nie jest kosztem. To Twoje najtańsze i najbardziej przewidywalne źródło sprzedaży.

