Najczęstsze błędy w mailach sprzedażowych, które psują konwersję i jak ich unikać.

Najczestsze bledy w mailach sprzedazowych ktore psuja konwersje i jak ich unikac

Wysyłasz newsletter. Jesteś z niego dumna – grafika jest estetyczna, produkt świetny, a linki działają. Klikasz „Wyślij” i… czekasz. Mijają godziny, a licznik sprzedaży ani drgnie. Statystyki są bezlitosne: ludzie otwierają wiadomość, ale nikt nie klika w przycisk zakupu.

Zaczynasz się zastanawiać: „Może cena jest za wysoka?”, „Może nikt tego nie potrzebuje?”. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że w 90% przypadków problem nie leży w produkcie. Problem leży w komunikacji.

Pisanie skutecznych maili sprzedażowych to sztuka balansu między edukacją a perswazją. Niestety, większość twórców internetowych nieświadomie popełnia błędy, które działają na klienta jak hamulec ręczny. Zamiast zachęcać, usypiają czujność, rozpraszają uwagę lub – co gorsza – wywołują poczucie winy u samego sprzedawcy.

W tym artykule prześwietlimy Twoje wiadomości. Pokażę Ci najczęstsze błędy w mailach sprzedażowych, które po cichu „kradną” Twoją konwersję. Niektóre są techniczne, inne psychologiczne, ale wszystkie mają jedną cechę wspólną: możesz je wyeliminować jeszcze dziś, natychmiast podnosząc skuteczność swoich działań.

Gotowa na audyt swoich treści? Zaczynamy od tego, co siedzi w Twojej głowie.

Mentalność sprzedawcy – dlaczego Twoje nastawienie sabotuje treść maila

Zanim przejdziemy do słów, musimy porozmawiać o intencji. Copywriting to nie tylko dobór ładnych przymiotników. To przelanie Twojej energii i pewności siebie na ekran czytelnika. Jeśli siadasz do pisania maila z lękiem, że „wciskasz” coś ludziom, oni to wyczują między wierszami. Twoje nastawienie jest filtrem, przez który przechodzi każde zdanie.

Błędy mentalne są najtrudniejsze do wykrycia, bo wydają nam się naturalną „skromnością” lub „troską”. W biznesie jednak często oznaczają one sabotaż sprzedaży.

Syndrom „przepraszam, że żyję” – zbyt pasywna komunikacja

Czy zdarzyło Ci się zacząć maila sprzedażowego od słów: „Przepraszam, że znowu piszę, ale…” albo „Nie chcę Wam przeszkadzać, tylko wrzucam info…”? To klasyczny objaw syndromu „przepraszam, że żyję”.

Wchodzisz w rolę intruza. Z góry zakładasz, że Twój produkt jest dla odbiorcy problemem, a nie rozwiązaniem. Taka postawa sprawia, że Twój język staje się asekuracyjny i słaby. Używasz trybu przypuszczającego:

  • Zamiast: „To szkolenie zmieni Twój biznes”, piszesz: „Mogłoby Ci się to ewentualnie przydać”.
  • Zamiast: „Dołącz teraz”, piszesz: „Jeśli masz ochotę, zajrzyj tutaj”.

Pamiętaj: ludzie kupują pewność. Szukają eksperta, który weźmie ich za rękę i powie: „Wiem, jak Ci pomóc. To jest rozwiązanie”. Jeśli Ty sama wątpisz w wartość swojej oferty, przepraszając za jej wysłanie, Twój klient tym bardziej w nią nie uwierzy. Sprzedaż to pomoc – jeśli Twój produkt jest dobry, masz wręcz obowiązek o nim informować głośno i wyraźnie.

Błąd założenia wiedzy – klątwa wiedzy eksperckiej w praktyce

Drugim mentalnym zabójcą konwersji jest tzw. klątwa wiedzy. Siedzisz w swoim temacie od lat. Dla Ciebie jest oczywiste, dlaczego Twój e-book o strategii na Instagramie jest lepszy od darmowych postów. Zakładasz więc, że dla klienta to też jest oczywiste.

W rezultacie wysyłasz maila, w którym:

  • Używasz branżowego żargonu niezrozumiałego dla laika.
  • Pomijasz kluczowe argumenty („przecież to jasne”), skupiając się na niuansach.
  • Nie tłumaczysz kontekstu – dlaczego ten produkt jest potrzebny właśnie teraz.

Klient nie siedzi w Twojej głowie. On widzi tylko to, co napisałaś. Jeśli napiszesz: „Kup mój kurs o SEO”, on pomyśli: „Po co? Mam bloga i jest okej”. Jeśli jednak napiszesz: „Twój blog nie sprzedaje, bo nikt go nie widzi – ten kurs to zmieni”, nadajesz kontekst. Nie bój się tłumaczyć rzeczy, które dla Ciebie są banalne. Dla Twojego klienta mogą być odkryciem roku, które zadecyduje o kliknięciu w link.

Grzechy copywritingu, czyli słowa, które zamykają portfele

Możesz mieć najlepsze nastawienie i świetny produkt, ale jeśli ubierzesz go w słowa, które nie rezonują, sprzedaż stanie w miejscu. Copywriting sprzedażowy to nie pisanie wypracowań. To inżynieria uwagi. Każde zdanie musi mieć cel: albo buduje napięcie, albo edukuje, albo prowadzi do kliknięcia.

Większość maili, które lądują w koszu bez czytania (lub są zamykane w połowie), popełnia jeden z trzech kardynalnych błędów językowych. Sprawdź, czy nie ma ich u Ciebie.

Nudne tematy wiadomości – walka o uwagę zaczyna się w skrzynce odbiorczej

Temat wiadomości (Subject Line) to Twoje być albo nie być. Jeśli ten jeden krótki wers nie zatrzyma skrolującego palca odbiorcy, treść w środku nie ma znaczenia – bo nikt jej nie zobaczy.

Największy grzech? Nuda i przewidywalność. Tytuły w stylu: „Newsletter #45: Nowy wpis i promocja”, „Oferta październikowa” czy „Zapraszam do zakupu” są dla mózgu przezroczyste. Nie obiecują żadnej ekscytacji, nie wzbudzają ciekawości. Są jak szara tapeta – zlewają się z tłem.

Dobry temat musi działać na emocje. Powinien wykorzystywać:

  • Ciekawość: „Nie uwierzysz, co znalazłam w statystykach…”
  • Obietnicę korzyści: „Jak odzyskać 2 godziny dziennie (bez wstawania o 5 rano)?”
  • Pilność: „To ostatnia szansa, by dołączyć w tej cenie”

Pamiętaj: Twoim pierwszym celem jest Open Rate. Jeśli temat jest nudny, przegrywasz walkę, zanim jeszcze wejdziesz na ring. Nie bój się testować odważniejszych, bardziej intrygujących nagłówków.

Cecha vs Korzyść – dlaczego klienta nie obchodzi „format wideo”, ale „święty spokój”

To absolutny klasyk błędów sprzedażowych. Opisując swój produkt, skupiasz się na tym, czym on jest (cechy), zamiast na tym, co on robi dla klienta (korzyści).

Piszesz: „Mój kurs to 15 godzin wideo w jakości HD i 40 stron PDF”. Klient myśli: „O rany, 15 godzin oglądania? Nie mam na to czasu. Kolejny PDF do czytania? Mam ich już setki na dysku”.

Widzisz różnicę? Cechy często brzmią jak obowiązek. Korzyści brzmią jak nagroda. Klienta nie obchodzi format wideo. Obchodzi go to, że dzięki temu wideo nauczy się robić coś szybciej i będzie miał więcej czasu dla rodziny.

  • Zamiast: „Krem zawiera kwas hialuronowy” (cecha), napisz: „Twoja skóra będzie wyglądać na wypoczętą, nawet po nieprzespanej nocy” (korzyść).
  • Zamiast: „Szkolenie ma 5 modułów” (cecha), napisz: „Otrzymasz kompletny system, który ułoży Twój chaos w 5 prostych krokach” (korzyść).

Ludzie kupują transformację. Kupują lepszą wersję siebie, spokój, bezpieczeństwo lub prestiż. Twój mail musi malować obraz tej lepszej przyszłości, a nie tylko wymieniać parametry techniczne.

Rozmyte wezwanie do działania (CTA) – jeden cel, jeden przycisk, zero wątpliwości

Mail sprzedażowy ma jedno zadanie: przekierować ruch do kasy (lub na Sales Page). Tymczasem wiele wiadomości wygląda jak choinka obwieszona linkami.

  • „Tu kupisz produkt”
  • „A tu zobacz mój nowy post na Instagramie”
  • „A tu posłuchaj podcastu”
  • „A w ogóle to odpisz, co u Ciebie”

To błąd zwany paraliżem decyzyjnym. Kiedy dajesz klientowi 5 opcji do wyboru, najczęściej nie wybiera żadnej. Zamyka maila na później (czyli na nigdy).

Skuteczny mail sprzedażowy powinien mieć jedno, wyraźne Call to Action (CTA).

  • „Dołącz do kursu teraz”
  • „Sprawdź pełną agendę tutaj”

Przycisk powinien rzucać się w oczy, a tekst na nim powinien być czasownikiem w trybie rozkazującym. Nie używaj słabych zwrotów typu „Więcej informacji”. Używaj zwrotów akcji: „Chcę odebrać bonus”, „Kupuję i wchodzę”. Usuń z maila sprzedażowego linki do social mediów, stopki z najnowszymi wpisami blogowymi i wszystko, co może odwrócić uwagę od głównego celu. W momencie sprzedaży liczy się tylko jedna droga: ta prowadząca do koszyka.

Błędy strukturalne – dlaczego nikt nie dociera do końca wiadomości

Żyjemy w czasach „skanowania”, a nie czytania. Badania pokazują, że średni czas skupienia uwagi na treści w internecie wynosi mniej niż 8 sekund. Jeśli Twój mail na pierwszy rzut oka wygląda jak wypracowanie szkolne, odbiorca zamknie go szybciej, niż zdąży przeczytać pierwsze zdanie.

Struktura wiadomości jest tak samo ważna jak jej treść. To „opakowanie”, które decyduje o tym, czy klient w ogóle podejmie wysiłek zapoznania się z ofertą. Oto trzy błędy wizualne i strukturalne, które zabijają Twoją konwersję.

Ściana tekstu – brak formatowania a czytelność na mobile

To zmora większości newsletterów pisanych przez ekspertów. Masz dużo do przekazania, więc piszesz długie, rozbudowane akapity na 10 linijek. Na komputerze może to wyglądać znośnie, ale pamiętaj: ponad 60% maili jest otwieranych na telefonach.

Na małym ekranie smartfona długi akapit zamienia się w niekończącą się, przerażającą ścianę tekstu. Odbiorca widzi ten blok liter i jego mózg automatycznie reaguje oporem: „To wygląda na ciężką pracę. Nie mam teraz czasu tego czytać”. Efekt? Mail ląduje w koszu lub w folderze „na później” (z którego się nie wraca).

Jak to naprawić?

  • Stosuj krótkie akapity
  • Używaj wypunktowań (takich jak to), by rozbić treść.
  • Stosuj pogrubienia dla najważniejszych myśli – tak, by skanujący wzrokiem zrozumiał sens bez czytania całości.
  • Dbaj o „światło” w tekście (interlinie, odstępy). Twój mail musi być lekkostrawny wizualnie. Musi zapraszać do lektury, a nie straszyć objętością.

Zbyt długi rozbieg – kiedy wstęp zabija entuzjazm przed ofertą

Storytelling jest potężnym narzędziem, ale łatwo z nim przesadzić. Błędem wielu twórców jest budowanie zbyt długiego, zawiłego wstępu, który nie prowadzi do konkretów. Opowiadasz o pogodzie, o swoim poranku, o przemyśleniach przy kawie… a klient wciąż nie wie, po co w ogóle dostał tego maila.

W sprzedaży internetowej obowiązuje zasada „Above the Fold” (powyżej linii zgięcia). Kluczowa informacja lub obietnica powinna pojawić się zanim użytkownik zacznie skrolować. Jeśli Twoja oferta sprzedażowa znajduje się dopiero w 15. akapicie, po drodze stracisz 80% czytelników. Oni po prostu znudzą się, zanim dotrą do „mięsa”.

Szanuj czas swoich odbiorców. Możesz opowiedzieć historię, ale niech ona od razu wiąże się z problemem, który rozwiązuje Twój produkt. Tnij „watę słowną”. Jeśli wstęp nie buduje napięcia ani nie edukuje – usuń go i przejdź do sedna.

Linki widmo – błędy w umiejscowieniu odnośników do sklepu

To błąd, który wprost odcina Cię od pieniędzy. Napisałaś świetnego maila, ale link do sklepu umieściłaś tylko raz, na samym dole wiadomości. Zakładasz optymistycznie, że każdy przeczyta Twoją wiadomość od deski do deski. Niestety, rzeczywistość jest inna. Niektórzy są gotowi kupić już po przeczytaniu nagłówka (bo np. czekali na tę ofertę). Inni przeczytają tylko środek.

Jeśli link jest ukryty na końcu, zmuszasz klienta do poszukiwań. A w internecie każda dodatkowa sekunda szukania to spadek konwersji. Stosuj zasadę trzech linków:

  1. Na początku: Dla zdecydowanych (np. „Właśnie ruszyła sprzedaż kursu – sprawdź tutaj”).
  2. W środku: W kontekście omawianego problemu (np. „To rozwiązanie znajdziesz w 3. module szkolenia”).
  3. Na końcu: Jako zwieńczenie oferty i ostateczne wezwanie do działania (CTA).

Unikaj też linkowania pojedynczych słów, takich jak „tutaj”. Na ekranie telefonu trudno w to trafić palcem. Link powinien być wyraźnym przyciskiem lub całym zdaniem, które łatwo kliknąć. Nie każ klientowi bawić się w snajpera – ułatw mu wydanie pieniędzy.

Strategiczne „strzały w kolano” – kontekst ma znaczenie

Nawet najlepiej napisany mail nie sprzeda, jeśli zostanie wysłany w próżnię. E-mail marketing to gra kontekstów. Odbiorca nie ocenia Twojej wiadomości w izolacji – ocenia ją przez pryzmat Waszej dotychczasowej relacji, momentu, w którym się znajduje, i tego, co dzieje się po kliknięciu w link.

Oto trzy strategiczne pomyłki, które sprawiają, że nawet genialny copywriting ląduje w koszu.

Sprzedaż bez rozgrzewki – dlaczego „zimny” mail rzadko konwertuje

Wyobraź sobie taką sytuację: spotykasz na ulicy znajomego, którego nie widziałaś od liceum. Nie zamieniliście ani słowa przez 10 lat. Twoje pierwsze zdanie do niego brzmi: „Cześć, pożyczysz mi 100 złotych?”. Jak myślisz, jaka będzie reakcja? Zapewne zdziwienie, niesmak i odmowa.

Dokładnie to samo robisz, gdy milczysz przez trzy miesiące, by nagle wysłać maila o tytule „KUP TERAZ”. To błąd zwany brakiem rozgrzewki. Jeśli Twoja baza subskrybentów słyszy od Ciebie tylko wtedy, gdy chcesz im coś sprzedać, traktują Cię jak akwizytora, a nie partnera.

Relacja z klientem przypomina konto bankowe. Zanim wypłacisz środki (poprosisz o zakup), musisz wpłacić depozyt (dać wartość, wiedzę, rozrywkę). Zanim odpalisz kampanię sprzedażową, wyślij serię maili edukacyjnych. Przypomnij, kim jesteś. Daj coś za darmo. Spraw, by odbiorcy przyzwyczaili się do Twojego nazwiska w skrzynce. Sprzedaż na „zimnej” liście to walka o przetrwanie. Sprzedaż na „rozgrzanej” liście to zbieranie owoców.

Brak pilności (Scarcity) – dlaczego klient odkłada zakup „na później” (czyli na nigdy)

Ludzka natura jest leniwa. Jeśli dajesz klientowi możliwość odłożenia decyzji na później, on z tej możliwości skorzysta. I najprawdopodobniej zapomni o Tobie za 15 minut. Największym wrogiem sprzedaży nie jest konkurencja, ale prokrastynacja.

Błędem strategicznym jest wysyłanie ofert typu „otwarte na zawsze”.

  • „Mój e-book jest dostępny w sklepie, zapraszam”.
  • „Wpadnij na konsultację, kiedy chcesz”.

Takie komunikaty nie dają powodu do działania tu i teraz. Klient myśli: „Fajne, kupię to w przyszłym miesiącu”. A w przyszłym miesiącu psuje mu się pralka i o Tobie nie pamięta.

Skuteczny mail sprzedażowy musi zawierać element pilności (Scarcity). Musisz odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego mam to kupić właśnie dzisiaj?”.

  • „Promocja kończy się za 24h”.
  • „Znikają bonusy o wartości 200 zł”.
  • „Zostały tylko 3 miejsca na warsztaty”. To nie jest manipulacja, to pomoc w podjęciu decyzji. Bez deadlinu większość ludzi nigdy nie zrealizuje swoich planów zakupowych.

Niespójność obietnicy – gdy treść maila nie gra z Landing Page

To moment, w którym tracisz klientów na ostatniej prostej. Napisałaś świetnego maila, klient kliknął (hurra!), ale… nie kupił. Dlaczego? Często powodem jest dysonans poznawczy.

Dzieje się tak, gdy obietnica w mailu nie pokrywa się z tym, co klient widzi na stronie sprzedaży (Landing Page). Przykłady niespójności:

  • Cena: W mailu piszesz o „tanim rozwiązaniu”, a na stronie produkt kosztuje 1000 zł.
  • Temat: Mail obiecuje „Nauczę Cię robić zdjęcia”, a strona sprzedaje „Kurs obsługi Photoshopa” (to nie to samo!).
  • Ton komunikacji: Mail jest luźny i zabawny, a strona sprzedaży sztywna i korporacyjna.

Klient, który klika w link, ma w głowie pewne oczekiwanie. Jeśli strona lądowania go nie spełni w ułamku sekundy, odbiorca poczuje się oszukany lub zagubiony. I ucieknie. Twoja wiadomość jest zwiastunem filmu, a Landing Page to film. Muszą opowiadać tę samą historię. Zanim wyślesz kampanię, sprawdź trzykrotnie, czy link prowadzi w dobre miejsce i czy to, co obiecujesz w tekście, jest dokładnie tym, co klient znajdzie w sklepie.

Case Study: Mój mail „zbyt uprzejmy”, by sprzedać

Teoria teorią, ale najlepiej uczymy się na błędach – zwłaszcza cudzych. Chcę Ci opowiedzieć o jednej z moich kampanii z samych początków mojej działalności, która idealnie ilustruje problem „syndromu przepraszam, że żyję”. Był to moment, w którym moja lista mailingowa była już całkiem spora, produkt świetny, a mimo to słupki sprzedaży szurały po dnie.

Dlaczego? Bo bałam się wyjść na „sprzedawcę”. Chciałam być „tą miłą koleżanką z internetu”, która nikogo do niczego nie zmusza. Efekt był opłakany.

Anatomia porażki: Mail, który miał informować, a nie sprzedawać

Wypuszczałam wtedy mniejszy produkt cyfrowy. Zamiast napisać wprost: „To jest produkt, który oszczędzi Ci 5 godzin pracy”, wysłałam wiadomość, która była festiwalem asekuracji.

Mój temat brzmiał: „Mała aktualizacja i nowość w sklepie”. (Nuda!). W środku pisałam:

  • „Stworzyłam coś, co może Wam się ewentualnie przydać…”
  • „Nie chcę naciskać, ale jeśli macie wolną chwilę, to rzućcie okiem…”
  • „Link zostawiam tutaj, jakby ktoś szukał.”

Cały komunikat krzyczał: „Nie jestem pewna, czy to jest dobre, więc nie miejcie do mnie pretensji, jeśli kupicie”. To było jak szeptanie oferty pod nosem w zatłoczonym pokoju. Nikt tego nie usłyszał, a ci, którzy usłyszeli, zignorowali to, wyczuwając moją niepewność.

Analiza zwrotna: Co poczuli klienci?

Reakcja rynku była natychmiastowa – a właściwie jej brak. Współczynnik klikalności (CTR) był tragiczny. Ale najciekawsze było to, co działo się w odpowiedziach na tego maila. Dostałam kilka wiadomości o treści:

  • „Cześć, o co chodzi z tym linkiem? To płatne czy darmowe?”
  • „Czy to jest dla mnie, jeśli dopiero zaczynam?”

Zrozumiałam wtedy brutalną prawdę: moja „uprzejmość” wprowadziła chaos. Klienci nie wiedzieli, co mają zrobić. Mój brak jasnej instrukcji („Kup to, bo rozwiąże Twój problem X”) sprawił, że musieli się domyślać. A w internecie nikt nie ma czasu na domysły. Odbiorcy nie odebrali mnie jako „nienachalnej”. Odebrali mnie jako osobę nieprzekonaną do własnego produktu. Skoro ja w niego nie wierzyłam, dlaczego oni mieli zainwestować swoje pieniądze?

Wnioski: Jak jedna zmiana w CTA podniosła konwersję o 40%

Postanowiłam naprawić ten błąd w mailu przypominającym (follow-up), wysłanym 48 godzin później. Zmieniłam nastawienie o 180 stopni. Wyrzuciłam do kosza „przepraszanie” i napisałam konkretnie.

Nowy temat: „Przestań tracić czas na X – mam gotowe rozwiązanie”. Nowa treść:

  • Zamiast „może Ci się przyda”, napisałam: „To narzędzie uporządkuje Twój chaos w jeden wieczór”.
  • Zamiast „link zostawiam tutaj”, dałam duży przycisk z napisem: „POBIERAM CHECKLISTĘ I ODZYSKUJĘ SPOKÓJ”.

Nie zmieniłam produktu. Nie zmieniłam ceny. Zmieniłam tylko narrację z pasywnej na aktywną. Wynik? Sprzedaż z tego jednego maila była o 40% wyższa niż z całej wcześniejszej komunikacji. Ta lekcja nauczyła mnie jednego: klient potrzebuje lidera. Potrzebuje kogoś, kto wskaże mu drogę i powie: „To jest dobre, weź to”. Jasne i pewne siebie CTA to nie arogancja – to przysługa, którą robisz zagubionemu odbiorcy.

Przestań zgadywać – naucz się pisać maile, które zarabiają

Przebrnęliśmy przez techniczne pułapki, błędy mentalne i wpadki copywriterskie. Być może czytając ten tekst, złapałaś się za głowę, myśląc: „O nie, robię wszystkie te rzeczy!”. Jeśli tak – spokojnie.

To dobra wiadomość. Dlaczego? Ponieważ oznacza to, że masz ogromny potencjał do wzrostu. Skoro sprzedawałaś cokolwiek, popełniając te błędy, wyobraź sobie, co się stanie, gdy je wyeliminujesz. Pisanie skutecznych maili to nie jest talent, z którym trzeba się urodzić. To rzemiosło, którego można (i trzeba) się nauczyć.

Dlaczego naprawienie błędów w copywritingu daje najwyższy zwrot z inwestycji?

W marketingu często szukamy „złotego Graala” – nowej platformy społecznościowej, drogich reklam, skomplikowanych lejków. Tymczasem najtańsze i najszybsze pieniądze leżą w poprawie jakości Twoich e-maili.

Pomyśl o tym:

  • Napisanie lepszego tematu wiadomości nic Cię nie kosztuje, a może podwoić liczbę osób, które zobaczą ofertę.
  • Dodanie wyraźnego CTA (wezwania do działania) zajmuje 30 sekund, a może zwiększyć klikalność o kilkadziesiąt procent.
  • Zmiana języka z „przepraszam” na „polecam” jest darmowa, a buduje Twój autorytet na lata.

E-mail marketing ma najwyższy wskaźnik zwrotu z inwestycji (ROI) spośród wszystkich działań online. Każda minuta poświęcona na naukę pisania lepszych maili zwraca się w postaci konkretnych przelewów. Nie musisz być poetką. Musisz być skutecznym komunikatorem.

Warsztaty i narzędzia z mojego sklepu – Twój niezbędnik marketera

Nie musisz uczyć się na własnych błędach i przepalać bazy, tak jak ja to robiłam na początku drogi. Możesz skorzystać z gotowych rozwiązań, które przetestowałam na tysiącach subskrybentów.

Jeśli czujesz, że Twoje maile potrzebują reanimacji, a Ty potrzebujesz planu, zajrzyj do mojego sklepu. Znajdziesz tam warsztaty, e-booki i narzędzia, które zamienią Twój newsletter w maszynę do sprzedawania:

👉 Sprawdź narzędzia i szkolenia w sklepie Pani od Klikania

Co tam znajdziesz?

  • Konkretne strategie: Jak planować kampanie, żeby nie zwariować.
  • Gotowe szablony: Co pisać, gdy masz pustkę w głowie.
  • Wiedzę techniczną: Podaną w ludzki sposób, bez informatycznego żargonu.

To inwestycja, która zwraca się często już przy pierwszej, dobrze przeprowadzonej wysyłce. Przestań domyślać się, co działa – weź gotowy przepis.

Sprzedaż to pomoc, pod warunkiem, że komunikujesz ją jasno

Na koniec chcę, żebyś zapamiętała jedną rzecz. Eliminowanie błędów w mailach sprzedażowych to nie jest walka o to, by „wcisnąć” produkt większej liczbie osób.

To walka o to, by Twój idealny klient zrozumiał, że masz lek na jego ból. Jeśli Twój mail jest chaotyczny, nudny lub zbyt cichy – odbierasz temu klientowi szansę na rozwiązanie problemu. Dobry marketing to nic innego jak skuteczne pomaganie. Masz obowiązek mówić o swoim produkcie głośno, wyraźnie i pewnie.

Przejrzyj swój ostatni newsletter. Popraw temat. Wyprostuj CTA. Wyślij go jeszcze raz – tym razem z energią eksperta, a nie petenta. Twoja firma (i Twój portfel) Ci za to podziękują.

Podobne wpisy